W piatek 7 wrzesnia wybralysmy sie z mama do miasta po ostatnie zakupy na wakacje. Ja juz nie bardzo chce jezdzic w wozku, teraz juz chce tylko chodzic. Poszlysmy do C&A i mama wyciagnela mnie z wozka i posadzilam na takie krzeselka dla dzieci przez telewizorem na ktorym byly puszczone bajki. Kolo mnie usiadl takie starszy chlopiec, on patrzyl na bajki, a ja na niego i ona nawet powiedzial do swojej mamy ze ja jestem silna...nie wiem w sumie o co mu chodzilo, przeciez wiadomo od dawna ze silna jestem..zawsze bylam!
Potem uciekalam mamie i chowalam sie za polkami z ciuchami i ona mnie ganiala, bylo super! Ale potem musialam znowu isc do wozka, pokazalam mamie oczywiscie jak bardzo mi sie to niepodoba.
Potem przyszylsymy do domu i ja nie chcialam spac....nie i nie...jakbym cos przeczuwala co sie wlasnie jutro stanie...
No i stalo sie...
Potem uciekalam mamie i chowalam sie za polkami z ciuchami i ona mnie ganiala, bylo super! Ale potem musialam znowu isc do wozka, pokazalam mamie oczywiscie jak bardzo mi sie to niepodoba.
Potem przyszylsymy do domu i ja nie chcialam spac....nie i nie...jakbym cos przeczuwala co sie wlasnie jutro stanie...
No i stalo sie...
W piatek zaczal tate bolec brzuch, na poczatku myslelismy ze boli go zoladek. Ale w sobote 8 wrzesnia okazalo sie ze tate wciaz boli brzuch i mama kazala mu jechac do szpitala zeby zobaczyc co sie dzieje. Wszyscy myslseli to zapalenie wyrostka robaczkowego. Zrobili wszystkie potrzebne badania i okazalo sie ze to nie wryrostek i operacja nie jest potrzebna i ze to powinno samo przejsc. Bylo to jakies male krwawienie blony sluzowej, nic strasznego ale potrafi mocno bolec. Przez to ze bardzo rzadko to sie zdarza nie wiadomo dlaczego nie wiemy ile bedzie to trwac...ale wiemy jedno:
NIE JEDZIEMY NA WAKACJE
Tato musial zostac w szpitalu do niedzieli. Kiedy w sobote okazalo sie ze to moze byc wyrostek mama rozpakowala walizki, wieczorem po przyjsciu od taty ze szpitala tato czul sie jakby lepiej wiec byla nadzieja, mama znowu spakowala walizki, a pozniej kiedy w niedziele rano zadzwonila do taty bolalo go jeszcze gorzej i jeszcze wieksza byla infekcja w krwi...mama rozpakowala walizki i to byl koniec historii.
![]() |
| Tato w szpitalu... jeszcze sie usmiecha... |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz