Ten weekend minal nam spokojnie, jestem jeszcze troche slaba, dopiero zaczelam cos wiecej jesc i pic. Mama i tata tez zalapali wirusa od mnie i sa monco przeziebieni, dziadek sie jakos trzyma.
W piatek spedzilysmy z mama w domu caly czas bawiac sie, malowalysmy pisakami, bawilysmy sie mowiaca lalka oraz duzo czytalysmy. W sobote po popoludniowej drzemce....tak, tak, odkad wyszlam ze szpitala spie juz tylko raz, okolo godziny 11.30 robie sie zmeczona...duzy krok w moim zyciu...spie tylko raz...wybralam sie z mama do fotografa bo za niedlugo konczy mi sie waznosc paszportu wiec potrzebowalam nowego zdjecia.
Potem wybralysmy sie z mama na poszukiwanie mojej nowej zimowej kurtki. Nie bylo to latwe. Mamie bardzo spodobal sie szary plaszczyk w rozowe grochy (na zdjeciu nizej) ale byl bardzo cieniutki wiec nie nadaje sie na biala polska zime w grudniu :) Wybralysmy puchata biala kurteczke z kapturkiem z foterkiem...cieplutka!
W niedziele rano wybralysmy z Katarzyna M. do Ikei na sniadanie, oczywiscie wystapilam w mojej nowej bialej kurtce.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz