W piatek rano wybralysmy sie z mama do ambasady....no prawie...bo po drodze mama zapomniala moj polski akt urodzenia (sirotka!) no i aby mnie nie denerwowac i z powrotem jechac do domu i szukac ten akt (tak, sirotka nie wie gdzie posiala) pojechalysmy do Intratuin poogladac swiateczne dekoracje. Czulam sie tam jak w zaczarowanym swiecie Mikolaja, sniegu, balwankow i reniferow, tak jak w Efteling czy Disneylandzie (nigdy tam nie bylam ale mama mi opowiadala no i mnie zabierze tam oczywiscie, a jakze!)
Po popoludniowej drzemce wybralysmy sie w odwiedziny do Fabiana i jego mamy Milleny. Dawno juz sie nie widzielismy a tu patrze a Fabian juz siedzi, bawi sie ze mna a nawet podobaja mu sie moje ksiazeczki, to juz mi mniej sie podoba ale Fabiana ksiazeczki tez lubie ogladac.
W sobote
wybralysmy sie z mama do miasta aby wymienic moje spodnie ktore byly za
szerokie na jakies inne. I kupilysmy mi nowe jeansy ze zlotym paskiem, dobrze
na mnie leza. Wybralysmy sie tez z Katrzyna M. Do Hemy na lunch i pogaduszki,
bylo milo jak zawsze w tym towarzystwie.
W niedziele
wybralam sie z mama na spacerek poszukac jakischs kotkow ale jakos wsysztkie
uciekaly i zaden nie chcial sie ze mna bawic.
Dlatego tez mama postanowila zabrac nas wszystkich do zagrody dla
zwierzat. Dziadek jeszcze tam nie byl, wiec chcialam mu pokazac wszystkie
zwierzatka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz