A dzisiaj popoludniu wybralisismy sie na plaze w Ter Heijde (kolo Monster) na szczescie nie stalismy w zadnych korkach bo to mala plaza, wszystkie wieksze plaze byly podobno full (tak przynajmniej w radiu mowili).
Oczywiscie wzielismy nowe wiaderki i robilismy babki z piasku. Tatus wzial nawet mala na spacer do samego morza i Vivienka moczyla nogi w morzu i musieli tez troche cofac sie do tylu uciekajac od fal. Gwiazda nie boi sie piasku, a nawet musielismy jej wydlubywac muszelke z buzi...bo wlasnie Damirek chcial do mnie powiedziec "patrz jakie nasze dziecko jest madre, nawet nie bierze muszelek ani piasku do buzi", po czym Vivienka chciala zjesc muszelke...
Wieczorem Vivienek nie mogl zasnac...byla ciepla dosc i mialam 38 stopni goraczki...okazalo sie ze nie mozemy znalezc czopkow paracetamolu w domu, caly dom zostal przerzycony do gory nogami...nie da sie tu wejsc...a czopkow i tak nie ma...wiec Damirek jakos uspal Vivienke okolo godziny 22.00!!!!!!!! A ja pojechalam szybko do apteki ktory ma nocny dyzur po czopki, jak przyszlam to Vivienek juz spal, wiec na nic mi te czopki, no ale niewiadomo co noc nam przyniesie....mam nadzieje ze to w koncu te zeby i zeby juz w koncy jakis sie przebil zebym wiedziala po co i dlaczego wstaje w nocy co chwila i latam do niej, wstaje o 5 rano bo mala juz sie wyspala i dlaczego caly wieczor sie meczymy z jej usypianiem i tak nam nie wychodzi...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz