Wczoraj tak jak zaczelo sie ciezko tak i skonczylo sie ciezko.
Vivienka zasnela pieknie przed 19.00 ale pospala chwilke i zaraz wstala. Ja poszlam umyc swoje auto i jak przyszlam to zobaczylam Damira i Vivienke na balkonie usmiechajacych sie do mnie...pozniej bylo tylko gorzej, po zabawie i przytulaniu i mleczku polozylam ja znowu sapc ale byl placz ktory trwal okolo 45 minut, przychodzilam co chwile klasc ja bo za kazym razem albo stala w lozeczku albo wypluwala smoczek na podloge i z akazdym razem kladlam ja placzaca znowu i uspokajalam...na nic to wszytsko...tak sie zmeczyla plakaniem, ze zaczela kaszlac az w koncu zwymiotowala wiec trzeba bylo ja przebrac w nowe ciuchy. Nastepnie ponosilam ja troche bo szkoda mi biedaka malego i zasnela w koncu w swoim lozeczku kiedy glaskalam ja po pleckach....dzisiaj z rana trzeba bylo do niej znowu biegac....nie wiem co jej jest...
Ciekawe jaka bedzie dzisiaj po przedszkolu...
W przeszkolu bylo super, ladnie pila soczek, mleka nie jadla za duzo ale to nic, spala dwa razy po godzince i poltora godzinki i smigala oraz duzo sie smiala.
Wieczorem pieknie poszla spac wiec jednak super ze jest taki creche po ktorym dzieci pieknie spia...i teraz czas na mame...mama tez idzie juz spac... dobranoc!
| 12 wrzesien 2011 |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz