wtorek, 29 maja 2012

Niech zyje creche!


Wczoraj tak jak zaczelo sie ciezko tak i skonczylo sie ciezko.
Vivienka zasnela pieknie przed 19.00 ale pospala chwilke i zaraz wstala. Ja poszlam umyc swoje auto i jak przyszlam to zobaczylam Damira i Vivienke na balkonie usmiechajacych sie do mnie...pozniej bylo tylko gorzej, po zabawie i przytulaniu i mleczku polozylam ja znowu sapc ale byl placz ktory trwal okolo 45 minut, przychodzilam co chwile klasc ja bo za kazym razem albo stala w lozeczku albo wypluwala smoczek na podloge i z akazdym razem kladlam ja placzaca znowu i uspokajalam...na nic to wszytsko...tak sie zmeczyla plakaniem, ze zaczela kaszlac az w koncu zwymiotowala wiec trzeba bylo ja przebrac w nowe ciuchy. Nastepnie ponosilam ja troche bo szkoda mi biedaka malego i zasnela w koncu w swoim lozeczku kiedy glaskalam ja po pleckach....dzisiaj z rana trzeba bylo do niej znowu biegac....nie wiem co jej jest...
Ciekawe jaka bedzie dzisiaj po przedszkolu...

W przeszkolu bylo super, ladnie pila soczek, mleka nie jadla za duzo ale to nic, spala dwa razy po godzince i poltora godzinki i smigala oraz duzo sie smiala. 
Wieczorem pieknie poszla spac wiec jednak super ze jest taki creche po ktorym dzieci pieknie spia...i teraz czas na mame...mama tez idzie juz spac... dobranoc!

12 wrzesien 2011

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz