No i po drodze do miasta zgubilo moje dziecko swoja piekna rozdzke, najpierw sie nia bawila w wozeczku, a potemja pewnie wyrzucila na ziemie a ja tego nie zauwazylam...no nic...trzeba bedzie jechac do rotterdamu kupic nowa rozdzke...i tak z tej starej ostatnio odgryzla plastikowe serduszko ktore znalazlam oczywsicie w jej buzi...
Kupilam jej jeszcze nowe spineczki-wsowki do wlosow z serduszkami w trzech kolorach: czerwonym, fioletowym i rozowym. Byl piekny sloneczny dzien a dzisiaj pada od rana deszcz.
Mala spala w nocy zle, non stop musialam do niej biegac, jeszcze o 23 dostala mleko bo juz wieczorem zaczela zle spac...wiec ja dzisiaj jestem niewyspana a o 7 juz byla pobudka na dobre.
Dzisiaj po poludniu idziemy do Jolandy, Frank, Odette, Denise & Very na popludniowa kawke oraz dac prezent Denise ktora miala 27 kwietnia 15 urodziny...no wczas jestem z tym prezentem. Kupilysmy wczoraj z Vivienkiem zestaw rozowy z brokatem do kapieli plyn, balsam i do rozpylania mgielke wodna oraz czekoladki serduszka. Na spacer sie nie wybieramy bo jest mokro i brzydko na dworze...pogoda w raz do spania...Vivienek spi a ja w sumie powinnam sie isc po lozyc bo zasypiam przy komputerze...
O godzinie okolo 14.00 pojechalismy w gosci...na poczatku Vivienka sie zachowywala, oczywiscie nie chciala do nikogo na rece, tylko do swojej mamy. Z okazji Chrztu dostala 3 ksiazeczki, od kazdej z dziewczyn po jednej ksiazeczce, w tym jedna do uzytku w wodzie, jedna z wieloma fajnymi teksturami do dotykania paluszkami i jedna z ukrytymi przedmiotami. Dopiero jak sie zainteresowala ksiazkami pozwalila wziasc sie na kolana, ale nie trwalo to dlugo. Zaczela marudzic i nc jej juz sie nie podobalo, mama zdazyla dopic swojego szampana ktory takze byl otworzony na czesc Chrztu Vivienne i musielismy uciekac do domu. Chyba nie byli zadowoleni bo juz grill mial byc rozpalony i mnostwo dobrego jedzenia ale coz...sila wyzsza...princeska na pierwszym miejscu...chyba troche jest rozpieszczona, wedlug Franka przeciez Vivienne moglaby sie przespac na gorze w pokoju u dziewczyn, ale przeciez nie mamy spiworku, krolika ani babyfoonu wiec nie wiem niby czy to by sie udalo, nigdy nie spala u nikogo innego w krotkich odwiedzinach. Moze trzeba by bylo o tym jakos pomyslec...Ale jak tylko bylysmy w domu zaczela sie princeska pieknie bawic...SAMA...ja sobie lezalam po prostu na dywanie a ona sobie chodzila wszedzie i sie bawila bez zadnego marudzenia, wiec mysle sobie ze po prostu za duzo jej tam ludzi bylo, za duzo bodzcow na raz i ludzi ktorzy poswiecali jej uwage. Jej potrzeba tylko mamy i taty i juz widac wielki usmiech na jej cudnej buzce!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz